Wielki Kajman, wielkie przeżycia

Nasz pierwszy postój jedna z Wysp Kajmanów – Wielki Kajmany – wspaniała przyroda, powiew egzotyki, niesamowity kolor wody. Tą niewielką wyspę można zwiedzić w całości w ciągu zaledwie kilku godzin. Wyspa jest niezwykle malownicza, ma przepiękną roślinność, zadbane budynki i niesamowicie drogie sklepy, no ale nie można się temu dziwić skoro Kajmany to słynne konta bankowe i raj podatkowy dla najzamożniejszych tego świata. Na wyspę dotarliśmy o wczesnej porze a opuszczaliśmy ją późnym popołudniem. W ciągu całego pobytu miało się wrażenie jak gdyby czas stanął w miejscu, ponieważ tubylcy bezstrosko spacerowali uliczkami lub odpoczywali chroniąc się przed promieniami słońca. I wydawać by się mogło, że jedyne zajęte osoby to ekspedientki i ekspedienci sklepów, którzy z radością witali każdego turystę. AAA no i najważniejsze – największą niespodzianką i atrakcją dla mnie była możliwość pływania z delfinem – młodziutką Lusi. Byłam nią oczarowana, pomimo, że nie do końca czułam się bezpiecznie ponieważ weszliśmy nie do basenu lecz do wydzielonej, zamulonej części na morzu, nie dokońca wiedziałam gdzie w danym momencie była Lusi. Na szczęście Lusi słuchała się swojego opiekuna i z wielkim wdziękiem bawiła się z nami: ciągneła nas na grzbiecie, dawała się głaskać, śpiewała piosenkę dla nas i całowała wszystkich w policzki – niesamowite doświadczenie. Żal było żegnać się z delfinem. Następnie pojechaliśmy motorówką całą grupą w głąb morza. Byliśmy przkonani, że to tylko przejażdżka, a potem okazało się, że mamy możliwość wejść do wody i dotknąć płaszczki, ponieważ woda była maksymalnie do pasa. Płaszczki podpłynęły do nas, było ich tak dużo, że ciężko je było ogarnąć wzrokiem. Woda była niesamowicie błękitna więc widać je było jak na dłoni. Miejscowy przewodnik wytłumaczył nam jak mamy się zachowywać, tzn: nie wolno nam było pływać, ani podnosić nóg, tylko suwać nimi po dnie, żeby nie nadepnąć na ogon. Ukłucie ogonem powoduje śmierć. Z duszą na ramieniu odważyłam się i weszłam do wody. Myślałam, że strach sparaliżuje mnie i podetnie nogi i żywcem zostane zjedzona przez płaszczki. Ze wszystkich stron podpływały do nas, były różnych rozmiarów. Przewodnicy łapaki je i dawali każdemu z nas je dotknąć kładni je nam na dłonie. Adrenalia osiągneła maksimum. Po kilkunastu minutach strach się zmniejszył i tylko ich ogony paraliżowały nas. Kiedy już wszyscy zaspokoili swoją ciekawość i nacieszyli się “zabawą” z płaszczkami wróciliśmy na wyspę a następnie na statek. Achhh te Kajmany – po prostu raj na ziemi.

Leave a Reply