Wspaniała Brazylia – cz. 1 Amazonia

Za kilka dni minie miesiąc od powrotu z bajecznej podróży po Brazylii. Nie podejrzewałam nawet, że Ameryka Południowa zrobi na mnie tak duże wrażenie. Zwiedziłam dość dokładnie Amerykę Północną, a teraz przyszedł czas na największy kraj Ameryki Południowej. Oczywiście podróż tą w dużej mierze zawdzięczam zaproszeniu na firmowe Seminarium Sukcesu, które tym razem odbywało się w Rio de Janerio oraz w Angra dos Reis. Ponieważ razem z Marcinem uwielbiamy podróże i odkrywanie nowych kultur postanowiliśmy przedłużyć naszą podróż z 7 dni na prawie 3 tygodnie – wspaniałe i niezapomniane. W 7-osobowej grupie, ze wspaniałą pilotką Beatą, przeżyliśmy niezapomniane chwile.Naszą podróż rozpoczęliśmy od Amazonii – dzikiej, zachwycającej i niesamowicie gorącej. Już sam widok z samolotu podczas zniżania się do lądowanie był obiecujący i niesamowity. Wszędzie rozciągał się zielony, tropikalny las, który rozdziela rzeka Amazonka z dopływami. Po wielogodzinnym locie wylądowaliśmy w Manaus, czyli stolicy Amazonii, która przywitała nas tropikalnym upałem.

Na lotnisku czekał na nas nasz amazoński przewodnik Sylvio, przed którym Amazonia nie ma tajemnic. Z lotniska w Manaus udaliśmy się busem do miejsca, w którym łączą się dwie rzeki – Rio Negro i Amazonka –  ale nie mieszają się. Jest to bardzo znane miejsce z różnych filmów podróżniczych.  Marcin od razy wskoczył do wody, nade mną niestety górę wziął strach przed kajmanami i piraniami. Następnie łódką popłynęliśmy na nasz pierwszy posiłek w Amazonii – miejscowi serwowali świeże przepyszne ryby, świeże ananasy, arbuzy – jedzenie ppoalce lizać. Po drodze widzieliśmy również będący w budowie pierwszy, ogromnych rozmiarów most na rzece Amazoka. Po posiłku czas było wyruszyć do posady, w której mieliśmy mieszkać przez kolejne trzy dni. Przemierzając poprzez dziką Amazonkę w kierunku posady podziwialiśmy miejscową, kipiącą zielenią roślinność, ludzi zajmujących się swoimi codziennymi zajęciami i stragany uginające się pod ciężarem owoców jakich ciężko szukać w Polsce. Mieszkańcy Manaus z wielkim zaciekawieniem przyglądali się nam a my im. Tu już wyraźnie widać, jak później mogliśmy się przekonać, różnicę pomiędzy tą częścią Brazylii, a pozostałą. Tu wciąż dociera cywilizacja i zapewne minie jeszcze spory kawałek czasu nim dorównają rozwiniętym miastom. Pomimo, że Manaus było kiedyś niezwykle bogatym miastem ze względu na monopol na kauczuk, czasy jego świetności jak na razie minęły. W końcu dotarliśmy do posady a właściwie na jej terytorium. Z tego miejsca już na piechotę szliśmy poprzez amazońską roślinność do serca posady. Upał był nie do wytrzymania, temperatura dochodziła do 40 st. Zazwyczaj trasę tę prawie w całości pokonuje się łódką jednak tym razem było inaczej ze względu na niespotykany o tej porze bardzo niski stan wody a właściwe jej brak w tym miejscu. Kiedy dotarliśmy na miejsce na niewielkim wzniesieniu mieściła się Pousada Amazonia, cudownie położony kompleks dla turystów. Cała posada była niewielka, kilka prowizorycznie postawionych na balach domków, otoczonych wspaniałą roślinnością, miejsce, w którym jedliśmy posiłki, niewielki basen, była tam również malutka siłownia oraz domek w którym rozciągnięte były hamaki. W oknach domu zamiast okien, wstawione były siatki ochraniające przed owadami i okiennice. W pomieszczeniu w którym jedliśmy posiłki nie było nawet ścian, na całej długości rozciągnięta była siatka. Wszystko miało swój niesamowity urok i klimat. Całość nie zaburzała roztaczających się dookoła widoków. Wszędzie słychać było śpiew ptaków. Atmosfera miejsca była zupełnie wyjątkowa, zupełnie różna od cywilizowanych kompleksów. Byliśmy jednymi gośćmi w posadzie, kilka osób które czuwały nad nami przywitało nas niezwykle ciepło i otwarcie, wywieszono również polska flagę co nas niesamowicie poruszyło. Po wyczerpującym dniu po kolacji udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Oczywiście nie zapomnieliśmy o skosztowaniu narodowego trunku na powitanie, czyli Caipirinhii. Podstawą drinku jest caczaca narodowa wódka, duża ilość cukru czcinowego, limonki oraz lód. Poranek był wspaniały, obudziliśmy się wśród śpiewu ptaków, promienie słońca wdzierały nam się poprzez szpary w drewnianym domku do środka. Mimo wczesnej pory upał był niesamowity. Tego dnia czekała nas niezwykła wyprawa w głąb dżungli. Najpierw musieliśmy przejść kawałek na piechotę, następnie wszyscy usiedliśmy do łodzi i popłynęliśmy w stronę selwy. Wszyscy szczelnie ukryliśmy się za ubraniami, aby chronić się przed ukąszeniem komarów. Niestety nie uchroniliśmy się przed nimi. Przez dżunglę przedzieraliśmy się przez około 3 godziny. Sylvio pokazał nam wiele wspaniałych rzeczy, aż trudno uwierzyć ile bogactwa kryje się w Amazonii, np drzewo – dzwon, chinina, wyciek z drzewa, przypominający wyglądem i smakiem zapach gumy do żucia i wiele, wiele innych fantastycznych rzeczy.Po męczącym spacerze po dżungli i krótkim wypoczynku wypłynęliśmy w głąb rzeki na łowienie pirania. Nie sądziłam, że to będzie tak fajne zajęcie. Sylvio wręczył nam nasze wędki, czyli kij, zaopatrzony w żyłkę, jako przynęty użyliśmy świeże mięso – przez kilka godzin bawiliśmy się jak dzieci. Ponieważ Amazonia jest nie przewidywalna po żarze z nieba jaki lał się cały dzień wieczorem nadciągnęła burza. Było naprawdę groźnie, dookoła uderzały pioruny, jeden trafił w agregator prądu, który znajdował się tuż obok naszego domu. Huk był niesamowity, zabrakło prądu. Na szczęście nad ranem burza uspokoiła się jednak tropikalny deszcz wciąż padał. Nie pokrzyżowało nam to jednak planów na ten dzień. Po śniadaniu Sylvio zabrał nas do wioski, w której mieszkali miejscowi Indianie. Przedzierając się gąszcz zieleni dotarliśmy do ich osady. Wrażenie było niesamowite. Niewielka grupa dzieci przywitała nas śpiewem i tańcem. Oprowadzono nas po osadzie. Było rewelacyjnie czułam się jak na planie wyprawy z Cejrowskim albo Martyną. Po powrocie przyszedł czas na ostatnie fotografie i pakowanie się w drogę. W Manaus mieliśmy jeszcze do zaliczenia przepiękny, historyczny teatr oraz kolację w słynnej Tjiuraskarii, gdzie mięso podawane jest na szpadach. Późnym wieczorem przyszedł czas na pożegnanie się z Amzonią i wylot do południowej części Brazylii, do stanu Minas Gerais.

One Response

  1. Renata :) 5 February 2012

Leave a Reply